Umowa o dzieło a brak współdziałania po stronie zamawiającego

Martina zna chyba każdy szanujący się bloger modowy w Polsce. Krawiectwo to jego pasja już od czasów liceum, kiedy zafascynowany pewnym youtuberem stworzył po raz pierwszy koszulkę DIY z modnym wtedy cieniowaniem ombre. Była tak popularna, że każdy chciał ją mieć w swojej szafie. Gdyby wówczas miał większe rozeznanie prawne na pewno zastrzegłby do niej prawa.

W późniejszym czasie Martin inspirował się już wyłącznie celebrytami zasiadającymi w pierwszym rzędzie na Fashionweeku, mając o sobie coraz wyższe mniemanie. Jemu i jego znajomym z branży zawsze marzyło się krzyknąć, jak modelki w popularnym telewizyjnym programie: „ Jesteśmy w Mediolanieeeee”.  Pragnienie to spełniło się kilka miesięcy później. Mediolańska szkoła mody po kilku latach wypuściła spod swoich skrzydeł doskonałego projektanta i osobistego stylistę gwiazd. Na fali jego popularności zgłosiła się do Martina niejaka Elwira, choć nie jest gwiazdą topowych seriali bez wątpienia należy do grona nobliwych osób.

Podpisana przez nich umowa o dzieło zawierała postanowienia dotyczące wynagrodzenia oraz zapis, że Martin postara się sprowadzić z Arizony najlepszą jakościowo bawełnę na wyjątkową garosnkę. Zastrzegli w umowie, że Elwira stawi się na 3 przymiarki.

Gdyby nie to, że dwie z trzech Elwira zignorowała mimo przypomnień Martin nie fatygowałby się z telefonem do jej menadżera. Ten odbierając wyraził nie całkiem kulturalnie: mój drogi, może i krawcem jesteś dobrym ale nie masz pojęcia o życiu. Co z tego, że Madame Elwira nie przyjechała, nie ma teraz czasu.  Martin wiedząc, że może faktycznie nie ma jeszcze wystarczającej wiedzy o życiu ale na pewno jest człowiekiem przyzwoitym odpowiedział więc spokojnie: prawdą jest, że końcowy efekt w umowie o dzieło liczy się najbardziej i jest oceniany według obiektywnych, sprawdzalnych cech zgodnie z umową. Nie wiem natomiast jak miałby powstać ostateczny rezultat bez ani jednej przymiarki, na które się umawialiśmy.  Ponadto zamawiająca nie określiła nawet sposobu wykonania dzieła. Nigdy nie kontrolowała też postępów prac. Przypominając jej o przymiarkach czyli wzywając ją do współdziałania nie otrzymałem od niej żadnej informacji. W kwestiach wynagrodzenia jesteśmy umówieni dopiero na płatność po ukończeniu. W tym przypadku jednak ja odstępuję od umowy i zachowuje przy tym uprawnienie do odszkodowania na zasadach ogólnych Kodeksu cywilnego. Wyznaczyłem Pani Elwirze 3 terminy a nie stawiła się na żaden. Następnym razem będę wiedział, żeby zawrzeć w umowie  dodatkowe zastrzeżenia jak np. zadatek. Mimo, że byłby to niewielki ułamek świadczenia pokryłby przynajmniej koszty zamówionego materiału. Teraz będę musiał skorzystać z pomocy prawnej, ale będzie to wspaniała okazja żeby poszerzyć wspomnianą przez Pana wiedzę o życiu.